Jestem znów w szkole (
jak to często w mych snach się zdarza). To właściwie mój ogólniak, ale jakiś dziwny. Sama szkoła promuje jakiś niezwykły sposób nauczania - nie tępe wbijanie do głowy gotowych formułek, tylko odkrywanie wiedzy przez uczniów. Wszyscy są zadowoleni. W dodatku jest święto i lekcje trwają po piętnaście minut czy jakoś tak. Ja sam też jestem inny - najwyraźniej przeniosłem się w czasie, bo posiadam całą swą wiedzę trzydziestolatka. Targam ze sobą dwa magazyny dla... hmmm... dorosłych (jeden z nich to "Hustler"). Po co? Otóż jest po temu jakiś tajemniczy powód... nie, nie taki, jaki przychodzi na myśl.
Ciekawe. Do tej pory, gdy śniłem o szkole, była to przeważnie podstawówka, a sny były koszmarne. Czy to coś znaczy? Coś w sobie zmieniłem?
Wracam do domu. Właściwie usiłuję wrócić. Jestem we Wrocławiu, ale jakis dziwny ten Wrocław, zniejształcony. Najpierw brnę przez kałuże w ulewnym deszczu na Kozanowie. Potem błądzę gdzieś całkiem niedaleko swojego domu, szukając przystanku. Okolica trochę wygląda na Leśnicę, trochę na Muchobór, trochę na Ołtaszyn... Upał. w powietrzu unosi się biały pył - niedaleko coś budują. Gdy w końcu znajduję przystanek, jedyny dostępny kurs jest kursem do Głogowa. Dziwię się, że do Głogowa kursują tramwaje (
tramwaje w Głogowie i tramwaje dojeżdżające w dziwne miejsca to powtarzający się motyw moich snów), ale po chwili orientuję się, że to przystanek autobusowy. Gdzieś po drodze gubię buty i idę boso (
zdaje się, że zgubiłem coś jeszcze, ale nie pamiętam... przypomina mi się zdarzenie z dzieciństwa, kiedy wracając z koleżanką z angielskiego tak się z nią zagadałem, że zgubiłem po drodze bluzę, którą akurat zdjąłem i niosłem przerzuconą przez ramię).
Śni mi się, że biorę prysznic razem z moją dobrą znajomą... o której nigdy nie myślałem na jawie w jakikolwiek sposób związany z seksualnością. Zresztą ta kąpiel też z początku jest całkiem niewinna i wymuszona jakimiś względami praktycznymi... jednak szybko taka być przestaje. Razem z pierwszym pocałunkiem budzę się.