Upał. Zasnąć nie można. Kiedy się budzę, sny są pokawałkowane, odtwarzam je z trudem.Jestem w Głogowie i strasznie kłócę się z ojcem. Mama usiłuje załagodzić spór, ale nie bardzo się jej to udaje.
Po przebudzeniu nie pamiętam, o co się kłóciliśmy, pamiętam znane mi dobrze poczucie niesprawiedliwego forsowania przez niego swojej racji wbrew faktom i moim uczuciom.Pojedynczy obraz. Pokój pełen pięknych maleńkich jaszczurek, chyba gekoników. Piękna nieznajoma kobieta. Znowu.
Muzyka Kultu pobrzmiewająca przez różne sny.
To pewnie po przeczytaniu motta z jednego z opowiadań Grzędowicza z "Księgi jesiennych demonów".Idę na umówione spotkanie z bloggerami, prowadzącymi blogi polityczne, jak moja cyberOwca w pewnym swym aspekcie. To Wrocław, ale znów dziwny jakiś. Pozmieniane nie tylko trasy tramwajów, ale jakby ulice. Chcę się dostać w okolice Placu Grunwaldzkiego, ale nie mogę dotrzeć nawet do Mostu Grunwaldzkiego. Obok jakiejś estakady dla pieszych spotykam nastolatki, które pytam o drogę. Nie wiedzą, ale jedna ofiaruje się sprawdzić w telefonie komórkowym. Mówię, że nie trzeba, mam własną mapę. Rozkładam plan i pochylamy się nad nim. Chyba chcą mnie podrywać, ale są zdecydowanie dla mnie za młode.
Znów w Głogowie. Flirtuję z nieznajomą dziewczyną, która wyłoniła się z ruin. Ale od początku. Bo to było tak. Odpoczywam sobie na trawniku przy resztkach jakiejś budowli z cegły. Mroczne wejście jakby prowadziło w głąb ziemi. Wyłania się stamtąd dziewczę ze słuchawkami na uszach i zaczyna mi robić awanturę, że hałasuję. Tłumaczę, że to nie ja. Ona spostrzega swoją pomyłkę, przeprasza. Kładzie się obok mnie na trawie i zaczynamy rozmawiać. Flirtować właściwie.