![]() | |
|
2006-07-29
Wracam taksówką z pracy, razem z B., tak jak zwykliśmy wracać razem, gdy ona przyjeżdżała z delegacji, zaś ja siedziałem w pracy do późna. Jest noc, między 21:00 a 23:00. Chyba wiosna lub wczesna jesień. Wyjeżdżamy z Klecińskiej, wjeżdżamy w Solskiego. Mniej więcej na wysokości monopolowego na rogu wdaję się z kierowcą w dysputę na tematy polityczne. Mówię, że czerwoni to się już raczej nie podniosą. On oponuje, że trzeba dekomunizować, sprawdzać majątki... Usiłuję mu wytłumaczyć, że źle mnie zrozumiał - że owszem, jestem za lustracją, jak najbardziej, ale chodziło mi o co innego. On chyba mnie nie słyszy. Zaczyna coś perorować z coraz większym przejęciem, coraz głośniej. Czuję, jak mdleję lub zasypiam - chciałbym coś powiedzieć, ale zapadam się w ciemność. Nagle widzę, że kierowca, po przecięciu torów tramwajowych, nie wyrabia zakrętu w prawo. Taksówka pędzi wprost na drzewa, tnąc mrok reflektorami. Trzask łamanych gałęzi, zgrzyt karoserii. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje, że zaraz umrę. Setki myśli przelatują mi przez głowę: że to moja wina... może strzępki modlitw... nie pamiętam. Kulę się za siedzeniem, starając ześliznąć na podłogę. Nie pamiętam, czy wzrokiem szukam B., czy nie ma już nawet na to czasu. Chyba krzyczymy...
Budzę się, walcząc o oddech, zdjęty absolutnym przerażeniem. Kiedy ponownie zasypiam, sny są całkiem inne. Śni mi się papież, bawiący się z dziećmi w berka. Obecny papież (ciekawe, Jan Paweł II często mi się śnił, kiedy żył... a teraz już nie on, tylko Benedykt XVI). Wszystko rozgrywa się na terenie czegoś jak dział z zabawkami w domu towarowym... a może to kręgielnia? Potem meblowanie mojego pokoju... w domu moich rodziców. Jest wąski i mały, ledwo tam się wszystko mieści. Największe problemy są z upchnięciem roweru. Asystują mi rodzice i brat. Jestem w domu rodziców B. Rozmawiam z nimi i dziwię się, że teraz, kiedy już nie jestem z B., tak miło mi się z nimi rozmawia. Wypowiadam zresztą swoje spostrzeżenie na głos. Jestem w swoim pokoju, ale innym, choć też w domu rodziców. Towarzyszy mi J. Stoimi przed półką z klockami Lego i samochodzikami Matchbox. Mam iść na zakupy... kupić właśnie zabawki (czyżby moja podświadomość uważała, że za dużo wydaję na zbytki?). Nie wiem, jak to pogodzić z tłumaczeniem (a zatem rzecz dzieje się teraz). Namawiam J., żeby po zakupach wróciła do mnie, żeby u mnie nocować. Right Geek 23:59
komentarze: 6
2006-07-28
Ani upał, ani przemęczenie pracą nie sprzyjają snom. Pocieszam się, że już wkrótce jedno i drugie powinno się skończyć.
Budząc się, nie potrafię poskładać obrazów w sensowną całość. A teraz, patrząc się na poranne zapiski z dwóch dni, w ogóle ich nie rozumiem. Śnię siebie, nagiego wśród nagich kobiet. Śnią mi się różne osoby z mojej rodziny. Babcia. Mama na dziwnie odwrócomym fotelu. Brat, który gdzieś ucieka. W tle (nie wiem, czemu w tle, tak zapisałem po przebudzeniu) J. W międzyczasie wyprowadzanie na spacer zwierząt. Koty. Przygody jakiejś pary agentów. Innej nocy śnię o pisaniu, literaturze, bibliotekach... a może archiwach? Śnieg. Jakaś babulinka. Strach przed śmiercią. Ucieczka z mszy z moim bratem. Gniew ojca. Części zapisków w ogóle nie mogę odcyfrować. Right Geek 08:00
komentarze: 1
2006-07-24
Upał. Zasnąć nie można. Kiedy się budzę, sny są pokawałkowane, odtwarzam je z trudem.
Jestem w Głogowie i strasznie kłócę się z ojcem. Mama usiłuje załagodzić spór, ale nie bardzo się jej to udaje. Po przebudzeniu nie pamiętam, o co się kłóciliśmy, pamiętam znane mi dobrze poczucie niesprawiedliwego forsowania przez niego swojej racji wbrew faktom i moim uczuciom. Pojedynczy obraz. Pokój pełen pięknych maleńkich jaszczurek, chyba gekoników. Piękna nieznajoma kobieta. Znowu. Muzyka Kultu pobrzmiewająca przez różne sny. To pewnie po przeczytaniu motta z jednego z opowiadań Grzędowicza z "Księgi jesiennych demonów". Idę na umówione spotkanie z bloggerami, prowadzącymi blogi polityczne, jak moja cyberOwca w pewnym swym aspekcie. To Wrocław, ale znów dziwny jakiś. Pozmieniane nie tylko trasy tramwajów, ale jakby ulice. Chcę się dostać w okolice Placu Grunwaldzkiego, ale nie mogę dotrzeć nawet do Mostu Grunwaldzkiego. Obok jakiejś estakady dla pieszych spotykam nastolatki, które pytam o drogę. Nie wiedzą, ale jedna ofiaruje się sprawdzić w telefonie komórkowym. Mówię, że nie trzeba, mam własną mapę. Rozkładam plan i pochylamy się nad nim. Chyba chcą mnie podrywać, ale są zdecydowanie dla mnie za młode. Znów w Głogowie. Flirtuję z nieznajomą dziewczyną, która wyłoniła się z ruin. Ale od początku. Bo to było tak. Odpoczywam sobie na trawniku przy resztkach jakiejś budowli z cegły. Mroczne wejście jakby prowadziło w głąb ziemi. Wyłania się stamtąd dziewczę ze słuchawkami na uszach i zaczyna mi robić awanturę, że hałasuję. Tłumaczę, że to nie ja. Ona spostrzega swoją pomyłkę, przeprasza. Kładzie się obok mnie na trawie i zaczynamy rozmawiać. Flirtować właściwie. Right Geek 02:17
komentarze: 0
Znów upał więc będzie parę wpisów zaległych, krótkich, bo potworna temperatura w domu, cholerny paciorkowiec w gardle i robota na głowie nie sprzyjają ani śnieniu, ani analizie... a już najbardziej próbom śnienia świadomego...
Śniło mi się więc, że w Polsce zmieniła się władza, bez mała zmienił się ustrój, a ja zastanawiam się, kiedy mnie aresztują za pisanie mojego bloga. Tego drugiego bloga, cyberOwcy. Nie pamiętam, czy z tego wybrnąłem, nie pamiętam zakończenia. Innym razem odwiedza mnie B. Kiedyś najbliższy przyjaciel. Nie wiedzieć, czemu, przynosi ze sobą własne żarcie, które wkłada do mojej lodówki. I znów nie pamiętam, co dalej. Kolejnej nocy śnię raz jeszcze "Il Mare", cudowny koreański film oglądany przed pójściem spać. W środku nocy budzi mnie telefon od I. Z zaspania nie mogę wydobyć z siebie głosu. Na wpół przytomny, staram się zrozumieć, co ma mi do powiedzenia. Ale jej głos w słuchawce zmienia się w jakiś inny, mroczny, złowrogi... Rozmawiam z piękną, nieznajomą nagą kobietą. Jej nagość nie krępuje mnie, wydaje się być czymś naturalnym. Po pokoju krążą małe puszyste gryzonie. Wchodzą na jej nagie ciało. Pamiętam, jak wyciąga jednego spomiędzy swych ud. Right Geek 02:15
komentarze: 0
2006-07-16
Sny, niestety, bardzo urywane, bez wyraźnych zakończeń.
Jestem w domu rodzinnym mojej byłej. Bardzo nie chcę tam być i wydaje mi się to wręcz niestosowne - teraz, gdy nie jesteśmy już razem. Ale ona nalegała. Rozmawiam z jej rodzicami, głównie z jej mamą i ta rozmowa przeradza się w obsztorcowywanie mnie. Jestem w górach. Przypominają Tatry. Rozgrywa się tu jakaś wojna między dwoma oddziałami wojska. Wojna -wojenka właściwie - głównie pozycyjna - jedni obozują u podnóża góry, drudzy - w jaskini w jej zboczu. W końcu jednak zostaje podjęta decyzja o działaniach bardziej zdecydowanych. Przedtem jednak zostaję wysłany na przeszpiegi. Zdaje się, że jestem podwójnym agentem. W sklepie zoologicznym przyglądam się dziwnemu zwierzątku. Śliczne, puchate, o szarej sierści, okrąglutkie... coś jakby szynszyla, ale nie do końca. Coś ostatnio często śnię o gryzoniach. Tęsknię za zwierzątkami mojej byłej? Chyba się przyzwyczaiłem do tych małych drani. Znów angina daje znać o sobie, więc większość dnia przesypiam. I znów wiele urwanych snów. Jakieś wielkie przyjęcie weselne, z rodzaju tych, jakie widuje się na amerykańskich filmach. Jakiś siwowłosy człowiek z brodą (podobny trochę do ojca J.) przeprowadza eksperyment ze świadomym śnieniem na jawie (czy chodzi tu o angielską dwuznaczność słowa "dream"?) wielu osób. Tłum zahipnotyzowanych śniących, którymi kieruje niczym marionetkami - długimi pasmami mgły, łączącymi ich głowy z jego dłońmi. W pracy rozważam perspektywy delegacji w związku ze szkoleniem przed testami (naprawdę w sierpniu będę się zajmował testami - to dla mnie coś nowego, ale obędzie się bez szkoleń i wyjazdów). Zastanawiam się, czy mógłbym zabrać ze sobą J., ale dochodzę do wniosku, że nie, bo przecież nie jest moją rodziną. Jestem w domu, ale nie wiedzieć czemu jest to dom moich rodziców - i to ten bardzo, bardzo dawno opuszczony, chyba na Gwiaździstej jeszcze (często śnię o tym właśnie domu, bo to dom mego dzieciństwa). Co więcej, w dużym pokoju panuje noc, a zamiast podłogi jest morze. Mroczna woda jest ciepła i zachęca do pływania. Pływam razem z moją byłą, która usiłuje nawiązać jakąś nić porozumienia, coś naprawić. Potem pojawiają się motywy z przeszłości. Moja była rozmawia z A., swoją przyjaciółką i zżyma się, że szyła coś dla matki M. (mojej znajomej z podstawówki, która usiłowała z zazdrości rozbić nasz związek) i ta miała nieuzasadnione pretensje. Budzę się. Sen o pływaniu był piękny i dość długi, niestety nie pamiętam jego szczegółów. Right Geek 22:30
komentarze: 0
2006-07-15
Jestem znów w szkole (jak to często w mych snach się zdarza). To właściwie mój ogólniak, ale jakiś dziwny. Sama szkoła promuje jakiś niezwykły sposób nauczania - nie tępe wbijanie do głowy gotowych formułek, tylko odkrywanie wiedzy przez uczniów. Wszyscy są zadowoleni. W dodatku jest święto i lekcje trwają po piętnaście minut czy jakoś tak. Ja sam też jestem inny - najwyraźniej przeniosłem się w czasie, bo posiadam całą swą wiedzę trzydziestolatka. Targam ze sobą dwa magazyny dla... hmmm... dorosłych (jeden z nich to "Hustler"). Po co? Otóż jest po temu jakiś tajemniczy powód... nie, nie taki, jaki przychodzi na myśl.
Ciekawe. Do tej pory, gdy śniłem o szkole, była to przeważnie podstawówka, a sny były koszmarne. Czy to coś znaczy? Coś w sobie zmieniłem? Wracam do domu. Właściwie usiłuję wrócić. Jestem we Wrocławiu, ale jakis dziwny ten Wrocław, zniejształcony. Najpierw brnę przez kałuże w ulewnym deszczu na Kozanowie. Potem błądzę gdzieś całkiem niedaleko swojego domu, szukając przystanku. Okolica trochę wygląda na Leśnicę, trochę na Muchobór, trochę na Ołtaszyn... Upał. w powietrzu unosi się biały pył - niedaleko coś budują. Gdy w końcu znajduję przystanek, jedyny dostępny kurs jest kursem do Głogowa. Dziwię się, że do Głogowa kursują tramwaje (tramwaje w Głogowie i tramwaje dojeżdżające w dziwne miejsca to powtarzający się motyw moich snów), ale po chwili orientuję się, że to przystanek autobusowy. Gdzieś po drodze gubię buty i idę boso (zdaje się, że zgubiłem coś jeszcze, ale nie pamiętam... przypomina mi się zdarzenie z dzieciństwa, kiedy wracając z koleżanką z angielskiego tak się z nią zagadałem, że zgubiłem po drodze bluzę, którą akurat zdjąłem i niosłem przerzuconą przez ramię). Śni mi się, że biorę prysznic razem z moją dobrą znajomą... o której nigdy nie myślałem na jawie w jakikolwiek sposób związany z seksualnością. Zresztą ta kąpiel też z początku jest całkiem niewinna i wymuszona jakimiś względami praktycznymi... jednak szybko taka być przestaje. Razem z pierwszym pocałunkiem budzę się. Right Geek 21:54
komentarze: 0
2006-07-14
Krótki sen o wycieczce w góry z moim ojcem. Nie wiedzieć czemu, towarzyszy nam moja była. Jej z kolei - jej dziecko (które jednak nie jest moim dzieckiem). Chłopczyk - na oko gdzieś pięcioletni co najmniej - jest wyjątkowo nieznośny - płacze i grymasi bez większego sensu.
Kończy mi się film do aparatu i nie mogę zrobić zdjęć... Tu to już by się Freud przydał. Right Geek 21:42
komentarze: 0
2006-07-13
![]() Najpierw praca, teraz upał odbierają chęć i możliwości śnienia. W mieszkaniu temperatura dochodzi do 35 stopni... nocą spada do około 30, może ciut mniej. Sen jest krótki, niespokojny, często przerywany. Pamiętam tylko fragmenty snów, z których nie tka się żaden piękny wzór. Długi sen związany z pracą. W tym odwiedziny w domu jednego z kolegów. Nie wiedzieć czemu ten miłośnik Fordów porusza się czarnym maluchem... Potem pogrzeb jakiś... Jakieś oczekiwanie w domu. Na ogromnym panoramicznym ekranie oglądam z mamą nową, nieznaną mi część "Gwiezdnych wojen". Kolorystyka, nastrój - jak w uwielbianym przez mnie "Imperium kontratakuje"... Innym razem śni mi się małe zwierzątko, gryzoń, jakby myszoskoczek czy koszatniczka. Biedactwo, jest zdeformowane - ma nienaturalnie gługi jeden palec, jak drugi ogon. Przypomina mi koszatniczkę, która urodziła się z jakąś wadą, biedactwo, najsłabsza z miotu i nam umarła. Chcę je ratować... Jeszcze innym razem śnią mi się Bartek i Agnieszka. Mój przyjaciel z czasów ogólniaka, który całkiem przestał się ze mną kontaktować i jego ówczesna dziewczyna, której nie widziałem od czasu, gdy z nią zerwał. Spotykam ich, pracując w kiosku moich rodziców, jak to bywało... z dziesięć lat temu albo i więcej. Czas stracony na zawsze... Dużo motywów seksualnych, które zacierają się w pamięci nim się obudzę. Są jakieś knajpy w nocy, jakiś taniec, jakaś muzyka, która doprowadza do ekstazy... Nie pora na świadome śnienie, nie sposób go wywołać. Chociaż... gdy napisałem te słowa, przypomniałem sobie, że kiedy dziś zdrzemnąłem się na jakieś trzy godzinki (tuż przed napisaniem tych słów), nie mogąc już znieść gorąca, przyśniło mi się, że się obudziłem po śnie, w którym na moment uzyskałem świadomość. Więcej nawet - po przebudzeniu wykonałem test na rzeczywistość (fakt, że raczej nieudany). Może więc zbliża się ten moment? Potem zaś śniło mi się, że szykuję się do jakiegoś konkursu-przesłuchania, w którym nagrodą ma być sfinansowanie pobytu w Paryżu. Fakt, Francji nie lubię, z Francuzami mam kiepskie doświadczenia, ale paryskie muzea... o, w tych mógłbym przebywać miesiącami. Poza tym... w przygotowaniach do konkursu miała pomagać mi moja nauczycielka z NKJO. "Przy okazji" planowałem nawet zaprosić ją na kolację - u siebie w domu, a jakże. Uwodzicielsko piękna kobieta... Ale obudziłem się nim zdołałem zrealizować te plany. Right Geek 00:55
komentarze: 0
2006-07-08
Nie jest tak, że czasami nic mi się nie śni. Śni się zawsze, śni co noc.
Czasem jednak są to tylko wymięte entropią kawałki marzeń sennych, których rano nie sposób odprasować, przelewając na kartkę. Ostatnie dni były wyjątkowo sennie bezpłodne - z jednej strony ogrom pracy sprawił, że kładłem się spać wykończony i sypiałem mało, z drugiej upał nie sprzyjał zagłębianiu się w krainie snów, z trzeciej wreszcie to, co mimo wszystko wyśniłem, było pokawałkowane i niewarte uwagi. Ot, sny o przyjaciołach, wywołane niepokojem lub tęsknotą za nimi. Ot przygotowania do jakiegoś wyjazdu. Teleportacje, traktowane jak coś zwykłego. W tle miasto, które jakoś dziwnie się zmienia, już nie pomnę, jak. Naraz zaczyna je pochłaniać złowrogi mrok. Zbliża się jakaś burza potworna, coś straszliwego (tę burzę sobie wyśniłem, deszczowa nawałnica obudziła mnie dziś po południu, gdy odsypiałem kolejną noc pracy do rana). Ot, sen o spotkaniu z moją nauczycielką z NKJO, której początkowo nie cierpiałem, a która nauczyła mnie tyle, co chyba żadna inna. Spotkaniu w księgarni - trochę jak eMPiK, ale większej i urządzonej z większym smakiem, przypomina mi dom towarowy w jednym z zachodnioeuropejskich państw. Ta księgarnia to, uświadamiam sobie, stały motyw w moich snach. Ot, takie senne strzępki. Right Geek 23:38
komentarze: 0
2006-07-03
Wracam do domu, by zastać mieszkanie zdemolowanym. Żarówki eksplodowały. Tafle luster znaczą głębokie rany. Szyby przestały istnieć. Cała podłoga zasłana szkłem. Moje mieszkanie, które - jak się naraz okazuje - znajduje się na parterze pięknego białego domu w śródziemnomorskim stylu, wygląda jak saloon po strzelaninie pijanych kowbojów. Przyjeżdża firma, by w ramach ubezpieczenia wymienić wielką jak okno wystawowe zewnętrzą szybę. Ponieważ na nową taflę naklejono paskudną reklamę, upadabniającą ją faktycznie do sklepowej wystawy, zaczynam wykłócać się z robotnikami, jednocześnie wściekle zrywając przerośniętą naklejkę. Dzielnie sekunduje mi moja była, która i we śnie już nie jest ze mną - wciąż jednak ze mną mieszka.
Right Geek 23:19
komentarze: 0
2006-07-02
![]() Natłok pracy nie pozwala mi zająć się na poważnie LD. Szkoda, gdybym miał świadomość śnienia zeszłej nocy, mógłbym co nieco się o sobie dowiedzieć. Dużo snów o kobietach tej nocy. Owieczko, nie bądź zazdrosna, to tylko pamięć odgrywa stare taśmy z archiwum emocji. Jestem w pracy, trwa remont. Miał miejsce w rzeczywistości, ale nie wiązał nigdy z tak gruntowną przebudową, prócz tego, choć ostatnio byłem świadkiem czyszczenia akwarium, nikt nigdy nie trzymał tam kota (a szkoda, swoją drogą - może dlatego pojawił się we śnie)... Wybierając nowe meble, oglądam katalog Ikei z bliźniaczką A.M. (naszej byłej asystentki, oczywiście nie ma siostry bliźniaczki, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). Co ciekawe, owa bliźniaczka - która podczas tego oglądania siedzi mi na kolnach - wcale nie przypomina A.M. (blondynki), przypomina za to pewną koleżankę jeszcze z czasów ogólniaka o (z czego zdaję sobie sprawę dopiero pisząc te słowa) takich samych inicjałach- owszem, ładną brunetkę o kręconych włosach - ale nie w moim typie, więc czemu moja podświadomość zbliża ją do mnie? Czekam w domu rodziców - nie wiedzieć czemu, stojącym nad wodą - na ciocię i kuzyna, którzy mają przypłynąć łodzią z Wenecji. W międzyczasie wybieram się do dentysty (to akurat zrozumiałe, byłem parę dni temu). Pod drodze widzę zdezolowany autobus - jakby ostrzelany czy zniszczony wybuchem - konwojowany przez policyjne samochody. Z kolei wracając, widzę mężczyznę, który niesie kobietę. Właściwie trupa kobiety - z czego niosący najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy. Przypomina mi się (we śnie, tak naprawdę nie słyszałem o czymś takim) historia o średniowiecznym stolarzu-mordercy (mordercy z miłości, oczywiście). Przybywa mój brat cioteczny z mamą. Wdaję się w dyskusję o rybich wątróbkach (w rzeczywistości T. nie znosi wątróbki, choć o rybne go nie pytałem). Spisuję historię jakiegoś rodzeństwa - tajemniczą i tragiczną, niczym z czytanego przeze mnie właśnie "Cienia wiatru". On przez lata nie zmienił się prawie wcale, ona przystała do jakiejś komuny i chodzi w ramonesce (jakby miało to jakieś znaczenie!). Co ciekawe, we śnie nie pamiętałem, czym jest ramoneska, musiałem teraz sprawdzić w Wiki... czyżby kolejny podświadomy trop wskazujący na pewną kobietę? Jestem nad morzem. Ciepłym - to chyba Morze Śródziemne... Idę piaszczystą plażą, by zaraz potem znaleźć się na ślubie mojego brata, na który haniebnie się spóźniam (w rzeczywistości byłem punktualny, jak zawsze). Trochę poganiany, a trochę uspokajany przez mamę, wychodzę z domu rodziców i wracam tam, samego ślubu czy wesela nie pamiętam. U rodziców, nie wiedzieć czemu, przebywam w towarzystwie E. Czasem jest sobą, czasem nie, jak to w snach, lecz zachowuje się tak, jak zwykła była w rzeczywistości - na przemian kojąco czuła i chłodna i odpychająca. Sen kończy się sprzeczką, ale nie zdąży z niej nic wyniknąć... Right Geek 01:54
komentarze: 0
2006-06-29
Sny o podróżowaniu tej nocy. Latam małym samolotem - nie to, co samodzielne latanie we śnie, ale zawsze latanie. W drugim samolocie leci M. Daje mi znać, że w jednym z samolotów jest sabotażysta, co usiłuje nas rozbić. Lądujemy w jakiejś głuszy i się z nim rozprawiamy. Czy ten sen dlatego, że brat M. chciał być pilotem? Wracam. Lotnisko. Moi współpasażerowie (między nimi mój brat) w trakcie wycieczki znaleźli sobie nowe dziewczyny. Czy to wspomnienie pobytu we Włoszech z moją byłą żoną, kiedy inne pary przetasowały się przed powrotem? Tymczasem ja rozmawiam z witającą mnie mamą o J. A potem zauważam jakiś dziwny guz pod skórą na szyi. Dotykam go z przestrachem. Mama też jest zaniepokojona.
Budzę się. Naprawdę, nie we śnie, jakby kto pytał. Potem wpadam w sen kolejny. Znowu podróżowanie - czekanie na autobus, który zawiezie na lotnisko. Niby jak wycieczka szkolna, ale jestem sobą, dorosłym. Czekając na przystanku, widzę leżącą na chodniku nagą dziewczynę. Zastanawiam się, czy nie potrzebuje pomocy, ale pojawia się koło niej (wyłaniając się chyba zza jakiegoś przedmiotu, który koło niej leży) nagi facet - najwyraźniej jej facet - i szczerzy do mnie zęby w odstraszającym uśmiechu. Strasznie chaotycznie tej nocy. Ostatni sen rwał się, przechodził w jawę... i miałem wrażenie, że jestem o krok od osiągnięcia świadomości śnienia. Może następnym razem? Right Geek 10:03
komentarze: 0
2006-06-28
Śniło mi się Boże Narodzenie w domu mojej babci. Ta specyficzna, magiczna atmosfera starego mieszkania, pachnącego magią utraconych dni. Brązy i granaty. Światło choinki. Razem z bratem i bratem ciotecznym odpakowujemy prezenty od babci. Kuzyn dostaje świeżo wydany komiks - parabiografię Lovecrafta (oglądałem niedawno - zafoliowany! - w księgarni, zaś wczoraj przed pójściem spać dyskutowałem o nim na blogu Leara). Jestem trochę rozczarowany, ale zaraz okazuje się, że moim prezentem jest prawdziwa biografia Samotnika z Providence - nawet nie miałem pojęcia, że w Polsce takową wydano!Moja babcia nie żyje od 2002 roku. Często widuję ją w snach. Jeszcze częściej przychodzi do mnie mój dziadek. Right Geek 13:29
komentarze: 0
|
|