![]() | |
|
2006-07-29
Wracam taksówką z pracy, razem z B., tak jak zwykliśmy wracać razem, gdy ona przyjeżdżała z delegacji, zaś ja siedziałem w pracy do późna. Jest noc, między 21:00 a 23:00. Chyba wiosna lub wczesna jesień. Wyjeżdżamy z Klecińskiej, wjeżdżamy w Solskiego. Mniej więcej na wysokości monopolowego na rogu wdaję się z kierowcą w dysputę na tematy polityczne. Mówię, że czerwoni to się już raczej nie podniosą. On oponuje, że trzeba dekomunizować, sprawdzać majątki... Usiłuję mu wytłumaczyć, że źle mnie zrozumiał - że owszem, jestem za lustracją, jak najbardziej, ale chodziło mi o co innego. On chyba mnie nie słyszy. Zaczyna coś perorować z coraz większym przejęciem, coraz głośniej. Czuję, jak mdleję lub zasypiam - chciałbym coś powiedzieć, ale zapadam się w ciemność. Nagle widzę, że kierowca, po przecięciu torów tramwajowych, nie wyrabia zakrętu w prawo. Taksówka pędzi wprost na drzewa, tnąc mrok reflektorami. Trzask łamanych gałęzi, zgrzyt karoserii. Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje, że zaraz umrę. Setki myśli przelatują mi przez głowę: że to moja wina... może strzępki modlitw... nie pamiętam. Kulę się za siedzeniem, starając ześliznąć na podłogę. Nie pamiętam, czy wzrokiem szukam B., czy nie ma już nawet na to czasu. Chyba krzyczymy...
Budzę się, walcząc o oddech, zdjęty absolutnym przerażeniem. Kiedy ponownie zasypiam, sny są całkiem inne. Śni mi się papież, bawiący się z dziećmi w berka. Obecny papież (ciekawe, Jan Paweł II często mi się śnił, kiedy żył... a teraz już nie on, tylko Benedykt XVI). Wszystko rozgrywa się na terenie czegoś jak dział z zabawkami w domu towarowym... a może to kręgielnia? Potem meblowanie mojego pokoju... w domu moich rodziców. Jest wąski i mały, ledwo tam się wszystko mieści. Największe problemy są z upchnięciem roweru. Asystują mi rodzice i brat. Jestem w domu rodziców B. Rozmawiam z nimi i dziwię się, że teraz, kiedy już nie jestem z B., tak miło mi się z nimi rozmawia. Wypowiadam zresztą swoje spostrzeżenie na głos. Jestem w swoim pokoju, ale innym, choć też w domu rodziców. Towarzyszy mi J. Stoimi przed półką z klockami Lego i samochodzikami Matchbox. Mam iść na zakupy... kupić właśnie zabawki (czyżby moja podświadomość uważała, że za dużo wydaję na zbytki?). Nie wiem, jak to pogodzić z tłumaczeniem (a zatem rzecz dzieje się teraz). Namawiam J., żeby po zakupach wróciła do mnie, żeby u mnie nocować. right_geek 23:59
Komentarze:
Przypomniales mi o tym, co czas wymazal z mojej pamieci szmat lat temu. O Oneironautyce. Fajnie powspominac. DZIEKI .
P.S. Bardzo dobry sennik. Przygotowany na bardzo wysokim poziomie. # 14:29
Dziękuję serdecznie.
Jak widzisz jednak, zaniedbałem tego bloga straszliwie. Nawet nie dlatego, że pochłania mnie blog drugi (choć pochłania, zwłaszcza - ostatnio - aspekt polityczny). Głównie dlatego, że życie wypełnia mi praca, pomysły różne, zawirowania wszelakie - w związku z czym czasem nawet nie pamiętam snów, a co dopiero mówić o ich zapisywaniu... że już o oneironautyce w ogóle nie wspomnę. Niemniej jednak postaram się te strony troszkę odkurzyć. Raz jeszcze dziękuję za dobre słowo i pozdrawiam! # right_geek 00:27
Czy nie masz czasem takiego wrażenia, że Freud miał trochę z głową nie tak? Zasadniczo sądzę, że podświadomość na ogół stara sie nas skorygować w sparawach, które przemilczamy przed samym sobą i jest bardzo przyjazna ... aczkolwiek przerażająca.
PS. Fajna stronka # 15:13 |
|